Dożynki w Liznowie

04 września                                        Gminne dożynki w Liznowie

Pierwszy raz w życiu byłam na gminnych dożynkach i przyznam, że zaskoczyła mnie ta impreza. Wiem, że Liznowo to niemała wieś i że organizowała to przy wydatnym udziale UG i sponsorów. Ale poziom organizacji, rozmach a przy tym porządek zasługuje na uznanie. Była nas spora grupa i wszyscy byliśmy zgodni w opiniach. A przecież wśród nas tylko ja byłam "zielona", inni co roku bywają na takich uroczystościach. I to oni byli najbardziej i najmilej zaskoczeni. 
Opiszę, co widziałam dla nieobecnych i dla przyszłych organizatorów, bo i nas to nie  ominie. Wielki teren przed świetlicą z czterech stron otaczały namioty - pawilony. W jednym z nich przygotowana była estrada i szerokie proscenium, gdzie na kilku poziomach eksponowano wieńce i dożynkowe ozdoby przywiezione przez poszczególne delegacje. Przed tym pawilonem ustawiono krzesła dla widzów i uczestników mszy polowej, która odbyła się zaraz po przemarszu delegacji z chlebem i wieńcami. Na wprost i po prawej stronie estrady rozpięto pawilony, a pod nimi ustawiono stoły i ławki. 
Między pawilonami rozlokowali się sprzedawcy napojów, gorących dań i rozmaitych drobiazgów - jak to na jarmarkach bywało. Trzecią "ścianę" stanowił pawilon, w którym trwał konkurs nalewek, a potem degustacja, w następnym eksponowała się "Malwa", a w ostatnim PKO sprzedawała losy. Pod świetlicą zorganizowano wielki parking z toaletami. Pomyślano nawet o wysypaniu go słomą, co zabezpieczało przed kurzem spod samochodowych kół. Ruchem kierowali strażacy  OSP z Grzegorza i Szerokopasu . Delegacje otrzymały talony na posiłek i napoje, częstowano pysznym ciastem domowej roboty, kawą i herbatą. Dzieci miały swoje miejsce rozrywki,zjeżdżalnię, batuty i różne cuda, których nazw nie znam, ale było tam rozmaicie i kolorowo, a dorośli nie mogli się tam bezkarnie wtoczyć nawet po intensywnej degustacji.
Był tłum ludzi, muzyka, występy dzieci i dorosłych, konkursy, losowania itp.Mikrofony działały jak trzeba, wszystko przebiegało sprawnie, nawet pieczenie nieszczęsnego prosięcia. A na dodatek pogoda była jak na zamówienie.
Mamy tylko jedną wątpliwość: jak to jest z wieńcami i ozdobami? W naszym przekonaniu ideą takich konkursów jest podtrzymanie tradycji ludowej sztuki, przekazywanie zatracanych umiejętności, zachęcanie do podejmowania osobistego wysiłku, nagradzanie lokalnych talentów odkrywanych przy takich okazjach. Szkoda, że nie usłyszeliśmy nazwisk wykonawczyń prezentowanych dzieł, nie dowiedzieliśmy się, czy pomysł był oryginalny, czy podpatrzony,nie powiedziały nam jak długo pracowały, kiedy i jakie zbierały materiały itp.Naprawdę szkoda, bo nagród było mało, a te panie, które własnoręcznie robiły wszystko od początku i nie znalazły uznania u jurorów, nie miały żadnej satysfakcji. Przykro mi było w i imieniu naszych artystek, Ireny, Krystyny i jej córek bo widziałam ile trudu, czasu i emocji  tkwiło w tej przepięknej kuli

 Wyobraźcie sobie, że są w niej wszystkie rośliny z pól, sadów i ogrodów! Literalnie wszystkie! Ale kto oprócz nas o tym wie? A one naiwnie myślały, że im bardziej tradycyjnie tym lepiej.  Ta refleksja nie dotyczy organizatorów z Liznowa, to taki przyczynek do wiary w słowo pisane np. w regulaminach konkursów. Przyznam się, że zagotowałam się widząc nalewki opisane imieniem, nazwiskiem, nazwą wsi. A ja usłyszałam, że ma być anonimowo, tylko numerek i że tylko jedna pani ze wsi. Wiecie, że w tej dziedzinie jestem nowicjuszką i pojechałam, bo ktoś musiał. Nawet wstyd mi było tych moich wyrobów. Ale zasady powinny obowiązywać wszystkich, prawda? Ale to wszystko drobiazg,to można poprawić. Najważniejsze, że dożynki były WSPANIAŁE.




Dopusciles zpisywanie ciasteczek na tym komputrze. Ta decyzja jest odwracalna.