Nasze dożynki

  27 sierpnia                                                Nasze dożynki

Tym razem znów było inaczej. Postanowiliśmy świętować bez wielkich przygotowań, swobodnie, bez żadnych obciążeń. Pogodę zapowiadano piękną, więc zaplanowałyśmy na początek ognisko z tradycyjnymi kiełbaskami na kiju.Tą częścią zabawy szczególnie uradowane były dzieci, bo oprócz ogniska miały jeszcze bardzo atrakcyjne słodycze i lodyyy..!

 Potem, w świetlicy,uczyniliśmy zadość tradycji, wręczyli sołtysowi chleb, a on nas nim  obdzielili.

Tu, nie wiem, czy a kronikarskiego obowiązku,czy z chęci pochwalenia się, powiem, że upieczenie chleba to był mój wkład w przygotowanie dożynek (to był  piekarski debiut). Szkoda tylko, że części soli nie wsypałam do solniczki i podałam dwa w jednym! Ale konsumenci i tak grzecznie pochwalili i zjedli. Na szczęście na stołach była  kulinarna składanka wytrawnych gospodyń, więc niedługo się martwiłam. 

 Wioletta "załatwiła" muzykę i zaczęło się...! Widać, że potrzeba było chwili beztroski i psycho - fizycznej odnowy, bo bractwo naprawdę pohulało. Rytmy były obliczone na młodych i bardzo młodych tancerzy, toteż nie dawały wytchnienia, ale radzili sobie z nimi także "nieco" starsi zawodnicy. Wiem z doświadczenia, że lata treningu równoważą braki kondycyjne w różnych dziedzinach. Wielopokoleniowa zabawa była naprawdę wesoła!

Ostatni, czyli pełnoletni, tancerze rozstali się dobrze po północy i jestem pewna, że zasnęli tym razem bez myśli o nie najlepszych zbiorach i złej pogodzie.  

Dopusciles zpisywanie ciasteczek na tym komputrze. Ta decyzja jest odwracalna.